Jest październik. Kolejny brzydki, zimny, niechciany, pełen niespełnionych marzeń i nadziei, która właśnie odchodzi. Nie wiem dlaczego od dawna to właśnie październik jest dla mnie miesiącem zmian, obietnic i wszystkiego, co nigdy nie nadchodzi. Nie nadchodzi, choć nadal wierzę, że warto na to czekać.

 

Październik 2014

Właśnie wróciłam z Holandii. Pierwsza poważna praca, pierwsze poważne pieniądze, wszystko jest takie super. Klasa maturalna już za nami, lada dzień rozpoczynam studia, już prawie mam pracę w Polsce i życie wydaje się takie cudowne.  Mogę wszystko i przysięgam, zrobię wszystko, bo to najwyższy czas, by zacząć żyć.  Rzuciłam wszystko, co miałam, a nowe wszystko, co mam, wydaje się takie piękne.

Chwilę później rzucam studia, rzucam pracę i mówię, że Polska jest do dupy. Szukam sobie miejsca i przeklinam na mój dom, który jest pośrodku niczego. I wkurwiam się tylko wiecznie na to, że mi nie wyszło… Ale mam tylko dziewiętnaście lat, więc mogło mi nie wyjść, prawda? Przecież mam całe życie na to, by próbować i szukać innej drogi….

Październik 2015

Właśnie wyjeżdżam do Holandii po raz drugi. Pierwsza życiowa decyzja, pierwsza całkowita samodzielność, wszystko jest takie super. Mogę wszystko i przysięgam, że zrobię wszystko, bo to najwyższy czas, by zacząć żyć. Nieudane studia już za mną i nieudany związek też, jestem młoda, wolna i naprawdę czas, by wziąć sprawy w swoje ręce. Rzuciłam wszystko, co miałam, a nowe wszystko, co mam wydaje się takie piękne…

Chwilę później rzucam pracę, a raczej to ona rzuca mnie i przeklinam na moje wynajmowane mieszkanie pośrodku niczego… Znów miało być pięknie i nie wyszło, ale mam tylko dwadzieścia lat, więc mogło mi nie wyjść, prawda? Przecież mam całe życie na to, by próbować i szukać innej drogi…

Październik 2016

Właśnie znalazłam normalną pracę. Pierwsze fajne stanowisko w Polsce, pierwsze studia, w których ukończenie wierzę, pierwsze naprawdę samotne, samodzielne życie. Nie jestem już małą dziewczynką, nikt nie pyta jak mi minął dzień i ile problemów zwaliło mi się na głowę.  Mogę wszystko i przysięgam, że zrobię wszystko, bo to najwyższy czas, by zacząć żyć.  Rzuciłam wszystko, co miałam, a nowe wszystko, co mam wydaje się takie piękne…

Jeszcze zanim październik się skończył udało mi się rzucić studia. Po raz trzeci. Udało mi się zwątpić w pracę, w moje możliwości i moją przyszłość. Znów miało być pięknie i nie wyszło, ale mam tylko dwadzieścia jeden lat, więc mogło mi nie wyjść, prawda? Przecież mam całe życie na to, by próbować i szukać innej drogi… Wciąż powtarzam sobie, że czas mnie omija, że mogę próbować, zmieniać decyzje, bawić się albo całkiem na poważnie nie wiedzieć, co zrobić dalej.

Październik 2017… ?

Brak decyzji to też decyzja. Najgorsza z możliwych, ale jednak. I naprawdę czasem wolałabym mieć już dziecko, starego opla, faceta i wynajmowane m3 w moim rodzinnym mieście, niż mieć moje życie, które miało być ponad to wszystko. Naprawdę wolałabym iść na pierwszą lepszą uczelnię, ukończyć ją i wcale nie myśleć o tym, że ten dyplom, który otrzymam niczego w moim życiu nie zmieni. Naprawdę wolałabym nie kwestionować wszystkiego, nie szukać wśród ludzi mentorów i nie wierzyć, że czyjaś opinia wpłynie na moje zdanie. Naprawdę wolałabym tego nie komplikować i wierzyć, że  nadal mogę wszystko i przysięgam, że zrobię wszystko, bo to najwyższy czas, by zacząć żyć. Jest tylko jedne problem. Ja już wiem, co będzie dalej. Wiem, co przyniesie kolejny październik.

Moje życie to hala przylotów i odlotów. Wciąż czekam, aż coś się zakończy lub coś się rozpocznie. Czuję się jak w pustej poczekalni, w której przygotowano mnóstwo wolnych krzeseł, ale nikt oprócz mnie nie przychodzi. Nikt nie chce się dosiąść i patrzeć na to samo, co ja widzę. Jak kiepski film, na który wybierasz się przypadkiem, lecz z premedytacją oglądasz go do końca. Choć już wiesz, że nie będzie dobrego zakończenia i wiesz, że nikt inny nie dosiądzie się, by obejrzeć go razem z Tobą. 

Czym jest Twój październik?

Choć październik dopiero się zaczął, wiem już, co przyniesie. Wiem co przyniesie tegoroczny, następny i ten za dziesięć lat. Wiem, że jeśli nie zmienię czegoś w swoim zachowaniu, w swoim toku myślenia, to nigdy nie będzie dobrze. Nie uczyń ze swojego życia października. Każdy z nas może mieć swój własny październik, choć wcale nie powinniśmy. Nie sprowadzaj wszystkiego do nie dałam rady, nie nadaję się, znów mi nie wyszło. Nie kolekcjonuj miesięcy, które przynoszą porażki, choć miały być początkiem czegoś większego. Nigdy nie myśl, że kolejny październik będzie taki sam, albo i gorszy. Jeśli to zrobisz, utkniesz w tym samym gównie, w którym tkwię ja sama.