Social Media Start. Jason Hunt. Najpiękniejsza i najnowsza książka Tomka Tomczyka. Czy to trzeba przedstawiać? Jeśli jesteś szanującym się blogerem, to na pewno ją znasz. Nawet jeśli jej nie przeczytałeś, to i tak o niej usłyszałeś. I nie było warto, prawda?
Dlaczego coś do dupy wcale nie jest do dupy?

Zacznijmy od tego, że ta książka wcale nie jest do dupy. Nie jest, o ile jesteś rzeczywiście początkującym blogerem, a najlepiej w ogóle nie masz jeszcze bloga. Nie jutubujesz, nie wrzucasz fotek na insta, nie tweetujesz i nie próbowałeś swoich sił ze snapchatem.  Ani niczego, co wypuszczasz publicznie. Skoro książka ma w tytule start, to z góry określa, że jest dla początkujących. Ja tego nie ogarnęłam i stąd rozczarowanie.

Nie rozpraszaj mnie, gnido

Nie mam nic do tego, że w tej książce są rysunki. Serio, nawet to lubię, nawet były ładne, śmieszne i ciekawe. I one mnie nie denerwowały. Zdenerwował mnie sam Tomek, a raczej wkurwił mnie solidnie gdzieś pod koniec książki. W momencie, w którym zdradził, że w całej książce są ukryte zagadki. Co zrobiłam? No jasne, że cofnęłam się do samego początku i zaczęłam ich szukać. Nie ma w tym nic złego. Problem w tym, że ich nie znalazłam. A to z kolei oznacza, że wcale nie jestem tak bystra, jak myślałam. Dziękuję Ci, Tomku, za uświadomienie mnie, że jednak jestem głupia. Tak naprawdę nie dziękuję. Idź sobie i nie wracaj!

A co jest w środku?

No, w środku, jak to w książce: trochę liter, trochę cyfer i nawet obrazki.  Wiem, że nie istnieje takie słowo jak cyfer, ale fajnie się zrymowało. Nieważne. W środku znajdziesz mnóstwo porad, które zdezaktualizują się zanim przekonasz się, że warto tę książkę przeczytać. Nie, żeby nie dało się tej wiedzy zdobyć inaczej… bo da się. Tyle, że tutaj masz ją w jednej książce, wszystko dokładnie opisane, przetestowane… No i jest coś, czego raczej tak łatwo nie znajdziesz, czyli opinie innych blogerów/vlogerów. Tomuś był tak miły i zapytał kilka innych miłych osób o zdanie. To też możesz zrobić sam, ale pytanie, czy rzeczywiście uzyskasz od nich odpowiedź.

Jedyny powód, dla której jej nie odsprzedam

Nie dlatego, że jest ładna. Nie dlatego, że ma ponadczasowy przekaz. I wcale nie dlatego, że mam sklerozę i chętnie do niej wrócę – przecież w pakiecie Tomek, a raczej jego Iwonki wysłały mi wersję elektroniczną. Chciałam ją odsprzedać, serio. Tak samo jak dwie poprzednie, bo kupiłam cały pakiet. Chciałam ale jakoś tak pod koniec mi się odechciało. Chciałam odzyskać pieniądze, które włożyłam w tę inwestycję i dopiero po przeczytaniu wszystkich książek Tomka zmieniłam zdanie. Dlaczego? Bo Tomek to fajny chłopak i fajnie pisze, a skoro on jest sympatyczny i daje nam coś za darmo (chociażby darmowe porady mailowe), to dlaczego mam go okroić i odsprzedać coś, na czym on mógłby ponownie zarobić? Nie będę taką świnią, stówka mnie nie zbawi.

Gdzie darmowa spiracona wersja na chomikuj?!

Cholera, gdzie moja darmówka? Gdzie da się pobrać ją za darmo? No na bank się da, prawda? Wiecie, ja nie znalazłam. Najpierw myślałam, że po prostu to zbieg okoliczności. Teraz chcę wierzyć, że to lojalność blogosfery. Też mogłabym ją wrzucić, bo mam ją w pdfie. Mogłabym też nawet na niej zarobić i to więcej niż na papierowej, używanej już wersji. Na dzień dzisiejszy nie widzę tej książki nigdzie, poza oficjalnym sklepem Tomka. I to utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak warto było ją przeczytać i tak po prostu przekonać się co jest w środku. Nawet jeśli nie dowiedziałam się niczego nowego. Poza istnieniem kozy oczywiście.

będę kimś blog

będę kimś blog (4)

będę kimś blog (2)