Ostatnio usłyszałam o sobie bardzo miłe słowa. Mam 21 lat i nie boję się wyzwań. Jak doszło do tego, że nie lękam się przed rozmową o pracę, prowadzę tak pewnie samochód czy robię rzeczy, których dawniej się bałam? Odpowiedź jest prosta: zaczynam od najtrudniejszego.

Nie zrozum mnie źle. Nie chodzi o to, że chcę się tu czymś pochwalić; pragnę raczej zwrócić uwagę jak wiele może zmienić jeden prosty mechanizm, czyli zaczynanie od najtrudniejszego.

Skąd pomysł na zacznij od najtrudniejszego?

W jednej z książek na temat planowania i ogarniania życia przeczytałam, że każdy dzień powinien zaczynać się od największego wyzwania. Dzięki temu już na starcie pozbywamy się „największego” przeciwnika, przez co reszta dnia jest o wiele prostsza. Zastanowiłam się nad tym i doszłam do wniosku, że rzeczywiście tak jest.

Co się dzieje, gdy przez cały dzień wykonuję drobne zadania, a na sam koniec zostawiam sobie prawdziwą bombę? Zwykle wieczorem brakuje mi energii i motywacji, by zabrać się za tego kolosa i przekładam go na kolejny dzień. Wtedy moja motywacja jeszcze bardziej spada, bo przecież nie wywiązałam się z własnych postanowień! Jest zupełnie inaczej, gdy rano, po śniadaniu wezmę się za moją przysłowiową bombę. Zwykle po przebudzeniu i najedzeniu się mam najwięcej energii i nie jestem jeszcze niczym zniechęcona, więc rozwiązanie nawet trudnego zadania przychodzi mi łatwiej, niż wieczorem. Jeśli rano pokonam kolosa, to po południu zostają mi same łatwe, mniejsze zadania, które wykonuję bez presji, bo wiem, że to co najgorsze mam już za sobą.

Prawo jazdy? Zrobiłam je źle.

Najlepszym przykładem na to, że ta teoria działa jest mój egzamin na prawo jazdy. Ubzdurałam sobie, że zdam latem, kiedy jest ładna pogoda, ptaszki ćwierkają, a na ulicach nie spotkają mnie zaspy. I rzeczywiście tak właśnie było. Jako nadrzędny leń wybrałam „łatwe” miasto, gdzie nie ma tramwajów ani żadnych udziwnień, a największe wyzwanie to trzypasmowe rondo bez sygnalizacji świetlnej. Zdanie prawka nie było tam trudne, a schody zaczęły się dopiero zimą.

Zimą, gdy spadł śnieg, pojawiły się zaspy, a ja kompletnie nie potrafiłam okiełznać samochodu. Nie miałam okazji nauczyć się, jak panować nad samochodem, jak operować gazem i sprzęgłem czy jak przygotować samochód do jazdy w warunkach zimowych. Właśnie zimą dostałam lekcję życia i zrozumiałam, że trzeba było zrobić prawko zimą, wtedy miałabym tę wiedzę opanowaną. Mogłam zacząć od najtrudniejszego, by później mieć spokój. Niestety ta wiedza przyszła do mnie dopiero w momencie, gdy rzeczywiście znalazłam się w trudnej sytuacji. Dziś oczywiście postąpiłabym inaczej.

Rozmowa o pracę, która nie stresuje

Jak nie stresować się rozmową o pracę? To proste. Iść na tyle rozmów, by stało się to rutyną. Czy to możliwe? Jak najbardziej tak. Właśnie dzisiaj rano miałam najważniejszą i ostatnią (mam nadzieję) rozmowę o pracę na długi, długi czas. Czy się stresowałam? Nie. Byłam idealnie przygotowana, wiedziałam jakie oczekiwania wobec mnie ma ten pracodawca oraz byłam po kilkunastu rozmowach w innych miejscach. Przyzwyczaiłam się do tej sytuacji na tyle, że dziś była dla mnie niemalże komfortowa, dzięki czemu wyszłam z niej zwycięsko. Gdybym tę rozmowę odbyła wcześniej, najprawdopodobniej zjadłby mnie stres i palnęłabym jakąś głupotę. Właśnie dlatego dałam sobie czas i pozwoliłam sobie „zmarnować” sporą część czasu na nic nie wartych rozmowach po to, by zdobyć cenne doświadczenie. Rzecz w tym, że to też jest dobry sposób. Czasem lepiej dać sobie czas, poćwiczyć coś i zbłaźnić się w miejscu, w którym i tak nie chcemy pracować po to, by perfekcyjnie przygotować się do tej najważniejszej, wymarzonej rozmowy o pracę (lub jakiejkolwiek innej sprawy).

Jak wygrać każdą życiową sytuację?

Nieważne ile masz lat, jakie masz doświadczenie i co o sobie myślisz. Ważne jest tylko to, jak podchodzisz do danej sytuacji. Nie bez powodu mówi się, że ćwiczenie czyni mistrza. Ja dziś wiem, że najlepszym sposobem na naukę jest zaczynanie od najtrudniejszego i ćwiczenie do upadłego. Jeśli wiem, że coś mi się przyda, a nie potrafię tego robić, ćwiczę i ćwiczę, dopóki sytuacja się nie zmieni.

Od dawna chciałam zacząć pracować w social mediach i gdy ostatnio miałam ku temu okazję dotarło do mnie, że wcale nie powinnam tego robić. Głównie dlatego, że właściwie potrafię już to robić, a wrzucanie zdjęć na instagram wcale by mnie nie rozwijało… Dlatego też zostałam organizatorem eventów. Jest to całkowicie charytatywna pomoc, jednak pozwala mi zdobyć doświadczenie w czymś, w czym jestem zielona – szukanie sponsorów, negocjacje i inne takie milusie sprawy. Dzięki temu zdobędę doświadczenie, którego nie mam, a które z pewnością przyda mi się w przyszłości. Jestem zachwycona tym, że udało mi się dostać tę „posadę” i zachęcam Was do tego samego – róbcie coś, czego nie potraficie, nawet za darmo! Dodatkowo, jeśli ktoś z Was chciałby nauczyć się zarządzać zespołem macie ku temu idealną szansę. Więcej szczegółów tutaj

PS: Chodzenie nago po ulicy jest trudne ale kompletnie nieprzydatne. Czasem więc lepiej odpuścić sobie te trudne sytuacje, które już na starcie wydają się takimi, które niczego nas nie nauczą. Bo czego może nauczyć nas paradowanie po ulicy bez majtek?